piątek, 22 lipca 2011

Demencja

Świętując rocznicę 22 lipca podsumowuję ostatnie dni. Hity na Czasie już za nami. Mnóstwo pracy wielu ludzi i, jak sądzę, całkiem przyjemny jej efekt. Ponad 50.000 ludzi na żywca i grubo powyżej 2 milionów przed telewizorami. Spytam, kto da więcej? Pewnie te mamroczące niedobitki po przegranej kampanii samorządowej i nieakredytowani-obrażeni, internetowych przygłupów nie liczę. Obiecałem sobie nie wdawać się w polemiki z ludźmi, którzy nie potrafią oddzielić własnych projekcji od faktów, ale nie mogę oprzeć się pokusie, by nie odnieść się do paru spraw. Otóż strumień bzdur i złośliwości wygenerowany przez kierownika redakcji "czegoś-co-samo-nie-wie-czym-jest-ani-jak-się-nazywa" popycha mnie w kierunku jednego tylko wniosku. Doświadczenie w pracy dziennikarskiej w sposób niezauważalny dla zainteresowanego przekształca się w demencję. Dziwi mnie, że tak niegdyś sprawny dziennikarz w jednym tekście popełnia błędy, czy wręcz kłamie. Rozumiem, że medium nie zaproszone do udziału w imprezie ma z tego tytułu gwarantowane przyzwolenie na pojechanie po niej. Będąc jednym z organizatorów Hitów, nie oczekiwałem wyłącznie pochwał, ale minimum rzetelności w ocenie. Każdy ma prawo do wyrażania swoich opinii, nawet najbardziej jednostronnych. Warto jednak zachować minimum przyzwoitości pt. zgodność z faktami. Otóż, drogi Andrzeju, koncert trwał od godz. 21.00 do 23.00, więc dwie godziny, w tym 90 minut transmisji telewizyjnej. Nie mam pojęcia więc, skąd wzięła ci się godzina. Pewnie stąd, że wyszedłeś po 4-5 wykonawcach, jak sam piszesz. Potem szybko zagiąłeś czasoprzestrzeń i sru! mamy godzinę. Zapewne dlatego nie dane było ci widzieć kilkudziesięciu tysięcy osób szalejących przy Eneju, czy drących paszcze z Feelem lub Mirami. 
Odnośnie 300.000 złotych. Każdy dziennikarz zadałby sobie pytanie - ile włożyli pozostali? ciebie to przerosło? Pewnie tak.
O tym, czym jest kreowanie wizerunku miasta pewnie nie wiesz, bo ze swoim własnym sobie umiarkowanie radzisz. Nie odnosisz wrażenia, że spośród tych 2 milionów ludzi przed telewizorami, znaczna część po raz pierwszy dowiedziała się o tym, że jesteśmy uzdrowiskiem? Mam nadzieję, że mental rodem z podstrzeleńskiej wsi nie przeszkodzi ci tego ogarnąć. A może...
Napiszę ci na koniec bajkę w twoim stylu. Mogłaby zaczynać się tak...
Była sobie redakcja gazety, której przez kilkanaście lat nikt nie chciał za bardzo kupować. Bo pewnie słaba była ta gazeta. Wieść gminna niosła, że ostatnimi laty szefowała jej miernota, która wskutek własnej indolencji doprowadziła tytuł na skraj przepaści, z której za chwilę z hukiem spadnie. Tak ludzie gadają.
Tak ja to widzę. Czy widzisz to inaczej?
P.S. Zaimki osobowe celowo pisałem z małej, by przypadkiem nie okazać szacunku. W mojej ocenie takowy należy się tylko przyzwoitym ludziom.
P.S.2. Na zdjęciu: niezadowoleni wyśmiewający wykonawców.

sobota, 26 marca 2011

Biało-czarna nadchodzi

W oczekiwaniu na nową płytę KAT-a i Romana Kostrzewskiego (a fragmenty zamieszczone na blogu Romka są zachęcające) dochodzę do wniosku, że świat parszywieje. Wiem to na pewno. Refleksję owąż wywołał nieplanowany i przypadkowy powrót do płyt Illusion (R.I.P.). Te całe Kings of Leon i spółka nie są w stanie wygenerować na całej płycie takiej energii jak ma 8 sekund riffu kawałka "Nóż". Ostatnią prawdę w tzw. muzyce rockowej słyszałem w debiucie The Mars Volta. Nie mogę zatem oprzeć się wrażeniu, że dzisiejsze granie, to udawanie. Coś jak rewitalizacja centrum Inowrocławia. Niby nowe idzie, ale jakość nie występuje. Ciekawym jest, aż paszcza składa mi się w kocią mordę, ile z tych nieodróżnialnych "odkryć roku" przetrwa próbę czasu. Dostałem ostatnio parę maili ponaglających z pytaniem, dlaczego ostatnio nie piszę, a o Inowrocławiu zwłaszcza. Hmmm...a o czym tu pisać? Po pierwsze - sukcesy same się wytrąbiają wszem i wobec. Po drugie - patrz po pierwsze. Jak tu oceniać tę żenującą pajdokrację i belferskie kamaryle? Nie chce mi się. Mam za to więcej czasu dla książek, muzyki i filmu. Co ciekawego na półce? Zdecydowanie wyjść mi z głowy nie chcą tysiąc stronicowe "Łaskawe" Jonathana Littela. Arcydzieło, czy szwindel? Nie wiem. Muzyka objawia mi się ostatnio nowym Radiohead wchodzącym z każdym razem coraz lepiej i odliczaniem dni do wyjazdu z Morawcem na Cavalera Conspiracy w Stodole. "Sanctuary" być musi! Filmowo zdarzyła mi się 8-odcinkowa wycieczka z angielska zatytułowana "Outcasts". Skasowali po jednym sezonie! Szkoda był potencjał. No i filmowe objawienie ostatnich tygodni - "Mad dogs". Duch Quentina miał baczenie ;) Polecam bezwzględnie.
Z ciekawostek przyrodniczych ostatnich dni.
  1. Za sprawą Banana (podziękował ja) zdarzył się niespodziewany apdejt rozdziału pt. ArchiwalYA w postaci trzech fotek z koncertu z 1995 w Diesel Cafe (pamięta ktoś jeszcze?). Mikrogaleria tutaj.
  2. Takoż za przyczynkiem wzmiankowanego wyżej zrobiłem sobie krótką wspominkę o fajnej orkiestrze TransYSTOR. Link do obrazka z pierwszoklaśnym refrenem tutaj.
P.S. Ibanez Artist pięknym instrumentem był. 
P.S.2.Oczekuję linczu ze strony krzyżaków.

poniedziałek, 15 listopada 2010

Genesis part 5

Kolejne archiwalYA wpadły mi w ręce - podziękowania dla Marasa Szajdy za przechowanie i Macieja Kowalskiego za transfer z VHS do formatu współczesnego. Tym razem garść ruchomych obrazków z czasów wręcz prehistorycznych - jest jakieś 10 minut koncertu z czasów "gdy z głośników płynęła Irlandia", że tak zacytuję za miesięcznikiem Non-Stop, jest teledysk do "Umarłych liści" emitowany w programie LUZ. To czasy przede mną. Z obrazków, na które się załapałem jest cały program Witka Albińskiego "Granie na ekranie" z bydgoskiej TVP3 z akustycznym setem - słabo zagrane, więc raczej nie wrzucę. Odnalazł się też teledysk do "Teraz ja" skręcony w Gdyni przez telewizję Orunia SKY chyba jednak późną jesienią 1994r. Są też ścinki z realizacji obrazka do piosenki "Pragnienie duszy", ale to materiał moooooooocno roboczy, więc chyba też tutaj się nie pokaże. A w każdym razie jeszcze nie teraz. Refleksje po obejrzeniu tego wszystkiego są następujące - był potencjał, ale zajebaliśmy sprawę. Zastanawiam się, czy są jeszcze gdziekolwiek inne materiały wideo z koncertów YA. O ile pamięć mnie nie zawodzi - powinno coś być z koncertu ze Skawalkerem z amfiteatru nad Gopłem w Kruszwicy. Miałem nagrany świetny koncert z 1995 roku z klubu Hades. Kasetę pożyczyłem gdzieś komuś i tak już zostało. Szkoda, bo koncert był zacny. Mam 100% pewności, że filmowano nas na WOŚP w bydgoskiej Astorii w roku 1994. To z pewnością była jedna z najlepszych sztuk. Być może gdzieś w archiwach TVB leżą taśmy z tym koncertem. Poszperam, może coś gdzieś....Póki co - tyle. Wkrótce kolejne obrazki. A na początek "Teraz ja":

niedziela, 14 listopada 2010

Inowrocław w PRL-u

Wczoraj uczestniczyłem w spotkaniu promocyjnym książki autorstwa Bronka Majewskiego "Inowrocław w PRL-u". Według mnie książka to ważna, bo dająca szansę zaznajomić się z dorobkiem minionej epoki wszystkim tym, którzy jego nie zauważają lub negują. Nie mnie oceniać to, czym były czasy przed 1989 rokiem, bom za głupi. Każdy, kto wówczas żył będzie miał swoje spojrzenie na ten okres naszej historii. I z tego prawa autor korzysta. Polecam też pozostałe cztery książki Bronka Majewskiego. To pozycje piękne edytorsko i merytorycznie znakomite. Moim skromnym zdaniem - wyjątkowe, zwłaszcza w skali naszego miasta. Zainteresowanych odsyłam do Biura Turystycznego PIAST, przy ul. Solankowej w Inowrocławiu. Tam można te książki nabyć. A uwierzcie - warto!
Poniżej w playerze zamieszczam pliki dźwiękowe z sobotniego spotkania. O książce opowiada autor oraz dwoje współautorów - pani Danuta Biernacka i pan Bogdan Grzelak. Posłuchajcie uważnie rzucając okiem na galerię. Niezły kawałek historii Inowrocławia.






sobota, 9 października 2010

Palikot, Kair i Predators

Zapiszę się do Palikota. To więcej, niż pewne. Nie żebym od razu popierał go od początku do końca. Nie! Kłamałem! Popieram od 1 do 15! Podoba mi się kop w dupę dla politycznego establishmentu. Zauważyliście, jak po zeszłotygodniowym kongresie pojawiło się kilka dobrze rezonujących tematów przykrywających? Trudno też było nie zwrócić uwagi na protekcjonalizm przedstawicieli tzw. elit politycznych w ocenie kongresu ruchu  Palikota i jego samego. To perskie oczko - "Wiecie, on wariat jest. Nie będziemy go poważnie oceniali. He he he". Największa panika gościła w oczach liderów lewicy. W końcu ktoś głośno i wyraźnie powiedział to, co panowie z SLD i przybudówek powinni dawno temu już wyartykułować, miast wdzięczyć się do sukienkowych. Napieralski przypomniał sobie skąd się wziął i od razu skoczyło do góry. Jak znam życie, na dole, tu w Inowrocławiu, to skoczy, gdy tercet panów K/B/Ś odejdzie na polityczną emeryturę. Inaczej - gdy wyborcy dadzą im czerwoną, nomen omen, kartkę, bo pewnie dadzą. W końcu ile można wypominać przecinki lub czuć się obrażonym. Martwić może tylko to, że następców brak. 
I z innej bajki. Oglądałem ostatnio na Cinemax film - "Cairo time". Tak w sumie od niechcenia - bo Kair i tamte klimaty, a to lubię...Nielubiana przeze mnie mistrzyni flaków z olejem, Patricia Clarkson, w roli głównej i półtorej godziny snuja. Udało mi się też zoczyć obraz, na który bardzo czekałem - "Predators". Również koło 90 minut. Dwie różne bajki. Dwa światy. Kino z lekka niekomercyjne z jednej i megaprodukcyjniak z drugiej strony. I kurwa, sam w to nie wierzę, "Predators" przegrało z kretesem. Nigdy nie aspirowałem do miana konesera kina autorskiego. Więcej powiem, mimo zaliczonych kilku tysięcy filmów, znakomitą część tzw. kina ambitnego odbieram jako nawiedzony bełkot. Się nie umie opowiedzieć historii, to się ją przykrywa frustracjami. I na festiwal Sundance po nagrodę wio! Z "Cairo time" jest jednak ciut inaczej. Obejrzyjcie ten film, a zobaczycie, że historia jest nieważna. Ważne jest miasto. Piękne miasto.W tym filmie Kair powinien znaleźć się na liście płac. I to w roli głównej, bo w filmie żyje swoim życiem. Finalizując temat "Predators". Budżet ogromny, kilka niezłych nazwisk i...kloc. Kupa straszliwa.
Aha, co Palikot ma wspólnego z filmami? Ano to, że życzyłbym sobie, by pan P. i jego ruch nie okazały się takim "Predators". Chciałbym, by w tle jego ruchu zaczęło formować się coś sensownie dopełniającego polską scenę polityczną. Tak jak piękną historię uczucia dwojga skrajnie różnych od siebie ludzi w "Cairo time" dopełnił piękny Kair.
PS. Na Sundance Film Festival pojawiają się też arcydzieła i twórcy wybitni. To tak tytułem uzupełnienia. By potem nie było :)
PS2. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że facet w logo został wypadnięty przez okno, że zacytuję Alistaira MacLeana.